Rok temu przeszliśmy szlak Wielkiej Paklenicy. W tym roku postanowiliśmy zdobyć Małą Paklenicę .
Okazało się, że nazwa Mała Paklenica jest nieco myląca, gdyż trasa jest sporo trudniejsza, niż wejście na Wielką Paklenicę. Podstawa to dobre buty i duża ilość wody, bo w przeciwieństwie do
szlaku Wielkiej Paklenicy, nie ma tu zródełek z wodą. Sam szlak jest dosyć długi i prowadzi przez dzikie tereny paklenickiego parku, dlatego niewielu tu turystów .Pierwszy odcinek wydaje się
łatwy, dopiero po kilku kilometrach zaczyna się wspinaczka . Pojawiają się ogromne głazy w
korycie rzeki, których nijak nie da się ominąć. Są miejsca, gdzie pojawiają się łańcuchy .W
połowie szlaku natrafiamy na sporej wielkości jaskinię. Do podstawionych butelek kapie woda, ale
chyba nie nadaje się do picia. Wielkim plusem jest to, że jest trochę chłodniej i można odpocząć od upału -przynajmniej tak nam
się wydaje. Na zewnątrz jest gorąco, ale temperatura tak bardzo nam nie doskwiera, bo większość
trasy idziemy w cieniu. Prawdziwy jednak upał czeka na nas, gdy wychodzimy z koryta
rzeki i wchodzimy wyżej .
Widoki piękne, a nas zalewa pot.
No i zaczęło
się –słyszę z tyłu znajomy tekst: daleko jeszcze ? A to dopiero połowa trasy!
Kolejny przystanek w ruinach jakieś
kapliczki i w cieniu drzew. Miło wypocząć, coś przekąsić i nacieszyć się zacienionym miejscem.
W końcu trzeba zebrać siły i iść dalej. Gorąco!!!
W miejscu, gdzie rozchodzą się szlaki, my wybieramy drogę powrotną.
Wracamy do początku trasy, bo tam czeka na nas samochód .Można wybrać też inną trasę, np. przez Wielką Paklenicę i tym sposobem zaliczyć oba wąwozy .
Idziemy
dalej ,mijamy jakieś zabudowania pasterskie. Z tyłu dobiega znajomy głos :,,Daleko
jeszcze? ‘’- niestety daleko.
Mijają kolejne, długie minuty. Wydaje się, że zaraz się roztopimy.Słońce grzeje niemiłosiernie.Drobne kamyki wytaczają się spod zmęczonych stop.
I nagle oczom ukazuje się wspaniały widok. Starigad! Piękny lazur morza! Raj wydaje się tak blisko! Piękna plaża, oczami wyobraźni zanurzamy się w chłodnych falach. Po chwili widzimy Seline. Wstępują w nas nowe siły. Niestety, jeszcze kawał drogi przed nami- i
ten upał! Z niepokojem patrzę, że kończy nam się woda. W końcu dochodzimy do samochodu. Ale radość! Daliśmy radę! Mimo trudu i wysiłku jesteśmy z siebie dumni. Naprawdę było warto! Wspominamy początek trasy , gdy ze śmiechem wspinaliśmy się na wielkie kamole i nie myśleliśmy, by oszczędzać siły - pamiętamy też, jak wymęczeni upałem, z trudem pokonywaliśmy ostatnie kilometry. Na
całej trasie spotkaliśmy kilka osób: Niemcy, Francuzi i my.
Mała Paklenica
to szlak dla odważnych turystów i trochę
szalonych, bo kto chodzi po górach w taki upał? Ale ciekawość prawdziwego oblicza gór chorwackich zwyciężyła- i dobrze, bo warto było. Później w Internecie zobaczyliśmy rodzinę z dwójką 7-8 letnich dzieci, która przeszła tę trasę. Nie wierzyliśmy, że dali radę. Oni zaliczyli deszcz i rwące strumyki.
W dole Starigrad
i Seline




Miasteczko Starigrad-Paklenica
powstało na ruinach antycznego miasta Argyruntum i stanowi centrum Riviery
Paklenica.
Miejsce to bogate jest nie tylko w przepiękne krajobrazy, ale również kryje w
sobie wiele śladów historii, przedmiotów z czasów antycznych, twierdzę z okresu
najazdów Turków oraz fenomen okolicy - powstałe w XVII w. płyty nagrobkowe
tutejszej ludności- MIRILA (nagrobki wykonane z kamienia, które powstały w
czasach kiedy ludzie żyli jeszcze w welebickich wioskach i trudnili się głównie
hodowlą bydła. Pozostawiali oni nagrobki, by upamiętnić drogę jaką przebywali
zmarli niesieni do wiejskiej kaplicy, a później na cmentarz. Podczas tej
ciężkiej drogi dozwolone było zatrzymać się na chwilę w miejscu, gdzie zmarły po
raz ostani witał słońce. W tym miejscu powstawał Mirilo- pamiątkowy kamień
składający się z jednego pionowego kamienia i jednej kamiennej podstawy. Na
pionowym kamieniu ryto ozdobne symbole. Te pamiątkowe nagrobki były częściej
odwiedzane i bardziej szanowane niż groby, które uważano za miejce spoczynku
ciała. Dusza pozostawała zaś w Mirilo.


















